Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

DN7C

Jak zwykle - pobudka o 07:00, Paweł był już w połowie zwijania noclegu w postaci namiotu, ale to ranny ptaszek, często wstaje około 04:30.
Słońce jeszcze nie wychyliło się zza gór, ale było dość jasno. Nastawiłem wode na kawe i pyuszną owsiankę i w międzyczasie zabrałem się za składanie namiotu.

Nikomu się nie spieszyło, także po śniadaniu wyruszyliśmy okolo 08:30-09:00 na Drogę Transfogorską.

Pokonywanie kretej trasy nie mogło pójść bardzo szybko. Droga DN7C jest trasą widokową, zatem grzechem jest nie zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na uroki górzystego krajobrazu tej części Rumunii.
W przewodnikach i innych blogach autorzy narzekają niekiedy na jakość trasy. Przyznaje, asfalt miejscami posiada braki, ale jeżdżąc polskimi bocznymi drogami nie poczułem się jakoś szczególnie źle.

Na szczycie Drogi Transfogorskiej znajdują się tradycyjnie "Krupówki" - bazar różności, sery, skóry, cepelia, gastronomia. Znajdziemy tam kapliczkę z ołtarzem polowym, "kolejkę alpejską" jako atrakcję widokową, pensjonat z noclegami.

 Czułem się tam troszke jak w Morskim Oku, gdyż na samym środku szczytu przelęczy znajduje się oczko wodne.

Jeden z wyjeżdzających motocyklistów przekazał, że tego dnia na przełęczy odbędzie się wyścig w stylu "Tour De Pologne" i niebawem droga zostanie zamknięta.

 Postanowilismy zjechać na dół i kontynuować trasę w kierunku Węgier. Oczywiście bez utrudnień się nie obyło, ale przynajmniej zobaczylismy grupę CCC w akcji.

Po nużącej przejażdżce węgierskimi drogami zawitaliśmy do Thermal Camping Hajduszoboszlo
W cenie campingu można skorzystać z aktakcji parku wodnego.
Wieczór spędziliśmy na odkrywanu atrakcji pośrodku węgierskiej puszty i konsumowaniu lokalnego "mięsa z kebabu" do melodii "Zono moja" w wykonaniu restauracyjnych grajków. To trzeba przeżyć.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Stambuł: Hagia Sofia, kebab i tajemnica pucybuta cz. I

Stabuł to największe i najludniejsze miasto Turcji. Pomimo,  że stolicą tego kraju jest Ankara, Stambuł jest zdecydowanie bardziej rozpoznawalną jego częścią. Stambuł to kolebka historyczna, kulturowa i biznesowa Turcji.
Łączy on Europę i Azję, rozpościera się nad cieśniną Bosfor, która otwiera podwoje dla towarowych statków świata dla Morza Czarnego.


Mieliśmy 2 dni na zwiedzenie Stambułu. Czy to wystarczy na miasto, które liczy 15.3 miliona mieszkańców (oficjalnie)? No pewnie, że nie. Ze względu na to, że czasu mało a plan ambitny, już po zajechaniu i chwili odpoczynku postanowiliśmy wyjść na ulice i poczuć klimat tego miejsca.
Pierwszym i obowiązkowym przystankiem była regionalna restauracja z prawdziwym tureckim kebabem.
Szybko jednak zorientowaliśmy się, że wszystkie "regionalne i prawdziwe" restauracjie są zrobione "pod turystę". Przeszliśmy kilka miejsc, wybraliśmy jedno, gdzie według nas siedziało najwięcej "lokalesów".
Zamowiliśmy dania "z kebabu" (o tym innym razem). Nie spodziewalem się wiele, przecież kebs to kebs. Czym ten turecki różniłby się od tego podawanego przez Polaka w Polsce?

Cola, Kebab i kelner z Kurdystanu dzielący sie cennymi radami turystycznymi.
Myliłem się, obsługiwał nas kelner z Kurdystanu, jawnie głosząc swe polityczne poglądy niepodległościowe. Odważny był, nie powiem. Zarekomendował nam przyjemne dla podniebienia dania, z bukietem surówek. Było bardzo dobre, średnio ostre z opcją doprawienia, a na końcu podał słodki czaj. Turecki klasyk w kształtnej jak łezka szklance.

Jak czaj to tylko słodki, w charakterystycznej szklance z podstawką.
Pojedzeni wybraliśmy się na zwiad po mieście. Błękitny Meczet, Hagia Sofia, Bazaar przy meczetach, pare wąskich uliczek. Wykonaliśmy wstępny zwiad co do godzin otwarcia. Zmęczeni wróciliśmy do hotelu, obejrzeliśmy skróty meczów MŚ i do spania...
O tym jak ważna jest logistyka podroży nie muszę chyba nikogo przekonywać - jednak nie wyobrażam sobie wieczornej wycieczki, gdyby nasz hotel byl oddalony kilka stacji metrem od centrum.

Błekitny meczet po zmroku.
Hagia Sofia po zmroku.
Boczne ulice centrum Stambułu nie oferowały tyle przepychu co główne alterie

Uliczka z widokiem na Bosfor

Na każdym kroku flagi.



wtorek, 14 sierpnia 2018

Q&A: Stambuł - pytania czytelników ;-)

Cieszę się, że podobają się Wam posty. Odzwierciedla to statystyka wyświetleń oraz w oddzewach w mediach społecznościowych (Fb).

Przyznaje, że ten post miał powstać dużo później, ale zainspirował mnie do jego popłenienia Waldek i Sebastian (dzięki!) zainteresowani podstawowymi informacjami o wyprawie. 

Dziś troszke Q&A: na co zwracać uwagę przed trasą do Stambułu? Pytania od Waldka (treść nie zmieniana)

1. Przekraczanie granic - czy akceptowane jest „omijanie” stojące w kolejce do odprawy samochody?

Generalnie przeciskaliśmy się na przejściach, jeżeli była taka potrzeba. 
Granice od Słowacji do Rumunii przekraczaliśmy bardzo sprawnie.
  • Granica Rumunia - Bułgaria (Bechet - Orjahovo): przeprawa promowa, byliśmy pierwsi, wjechaliśmy ostatni. "Mistrz załadunku" steruje kolejnościa wjazdu. Przeprawa trwała około 40minut. Prom był prawie pełny. Ale odkąd wybudowano niedaleko most nad Dunajem, ruch zelżał... ("kiedyś to było..")
    Na promie. Dunaj, pomiędzy Bechetem a Orchajowem.
  • Granica Bułgaria - Grecja: Makaza - Nimfea: pchanie, troche puszkowcy narzekali na nasze ciasne manewry między samochodami (zostałem strąbiony przez "dziadygę", ale nikt  końcowo afer nie robił, granicznicy - ok)
  • Granica Grecja - Turcja: Peplos - Ipsala (rycie, walka o każdy centymetr, dużo turków na niemieckich blachach. Grecy mili, zagadywali później na postoju o podróż i motocykle.  Po stronie tureckiej straciliśmy najwięcej czasu, bo granicznicy kontrolowali wszystko (wiza, zielona karta, pobieżnie bagaże (mają tam RTG, ale nas ta radość ominęła, szczęście kopneło brytyjczyka i włocha, których zawrócono).
    Znudzeni jak mopsy na granicy z Turcją. 35 stopni C dawało sie we znaki (upał, odwodnienie, stres cieplny), jak sobie z tym radziłem? O tym wkrótce na blogu
    Dużo wojska z bronią na wierzchu. Przyzwyczajcie się.

2. W Turcji chcę tylko dojechać do Stambułu, przekroczyć cieśninę i stanąć nogą w Azji - dalej powrót do Grecji (Saloniki) - jak najlepiej pokonać cieśninię i ile kosztuje przeprawa?

 Nasz plan był bardzo podobny  - też chcieliśmy przejechać się na stronę azjatycką, pokręcić się chwile i wrócić. 
Jak chcecie zrobić to na prawdę sprawnie to wstańcie rano (my wstaliśmy ze śpiewami muzzeina o 4:25). Miasto jest puste, można swobodnie nawigować, bez nerwowych manewrów. 
Wyjazd o 0500, kontrola mocowania bagażu i w drogę.

Prom - istnieje taka mozliwość ale jej nie testowaliśmy.
Tunel - zakaz wjazdu dla motocykli
Mosty: wjechaliśmy Mostem Męczenników 15 lipca (15 Temmuz Şehitler Köprüsü ), nastepnie drogą E80 w kierunku Mostu Sułtana Fatiha. Tą dragą wróciliśmy do Europy, a następnie udaliśmy się na bułgarskie wybrzeże. Wszystko w kosztach spalonego paliwa (w Stambule na stacjach jest dużo drożej niż na obrzeżach)
Ślad google poniżej:
Przejazd po azjatyckiej stronie Stambułu, ź: Google


 3. Czy w Stambule jest akceptowana jazda motocyklistów między samochodami czy ewentualnie mogę jechać pasem awaryjnym?
  • Widziałem motocyklistów jadących pasem awaryjnym. 
    Pod prąd? Sam jedziesz pod prąd! Kask? Panie, ja tylko po bułki. Fot. Action Cam
  • Jazda między samochodami jest dozwolona, ale trzeba bardzo uważać. Ruch jest duży i kierowcy jeżdżą agresywnie, dużo bardziej niż w Polsce. W korkach walka o każdy centymetr wolnej przestrzeni.
    Tragarze są wszędzie, nie zdziw się, jak któryś wyskoczy niespodziewanie na ulicę.

4. Czy mogę płacić kartą za przejazd autostradą do Stambułu?

W Turcji obowiązują systemy opłat HGS i OGS. 
HGS - naklejka na szybę, w trakcie przejazdu przez bramkę kamera zbiera dane o pojeździe i ściąga 
$ z konta. Można zarejestrować się w wiekszym urzędzie pocztowym.
OGS - tu potrzebmy jest czytnik. Zasada działania podobna do polskiego ViaTolla.
Każda autostrada przed bramkami ma zjazd na drogi ekspresowe prowadzące równolegle do niej. Drogi są dobrej jakości, ale prowadzą przez miasta i mają skrzyżowania.
My zignorowaliśmy systemy (nie doczytaliśmy - serio ;-) ) i wjeżdzaliśmy normalnie na autostrady. Bez konsekwencji przy wyjazdach z dróg płatnych jak i na granicy. 


5. Jak parkować moto w mieście (na co zwrócić uwagę) - chodzi mi o bezpieczeństwo motocykla - niby mam alarm i będę się spinał linką z kumplem, ale może trzeba szukać jakichś parkingów strzeżonych?

W Stambule parkowaliśmy na "parkingu strzeżonym" (był cieć od 08:00 do 21:00,  potem zamykał on bramę na noc, która każdy mógł otworzyć (tak tak!), ale chociaż motocykle nie były na widoku). Hotel oferował "parking strzeżony obok hotelu", więc zarezerwowaliśmy wcześniej miejsca poprzez email. Cena 6 eurasów (lub 12 lirasów)/ doba płatne cieciowi. Za 2 doby "amigo" policzył nam 5eurasów/ doba/ moto. 
Jeżeli chcecie na chwilę zaparkować w samym Stambule, nie ma co dramatyzować z przypinaniem sprzętów, ale nie ryzykowałbym w zostawianiu kasków i kurtek bez zapięcia/ schowania do kufra. Zostawiając moto na noc, szukałbym parkingu w hotelu lub "strzeżonego" nawet tak jak ten nasz. 

 6. Rezerwacja noclegu: czy wcześniej dzwonić do hotelu, czy szukać na chybił-trafił jakiegoś lokum

Widok z pokoju na Bosfor. fot. Paweł J.


My szukaliśmy przez Booking i AirBN. Chybił trafił może spowodować, że spanie będzie drogie, a podejmowanie decyzji na podmęczonego zawodnika może być oparte na emocjach a nie na zimnej kalkulacji. 
Polecam   Tulip House Hotel. Pokój z widokiem na Bosfor, czysto, klima działa i dogadacie się po angielsku.

Wejście do hotelu Tulip House Istambuł.

 7. Jak z bezpieczeństwem „osobistym”, na co zwrócić uwagę „idąc w miasto”?

To ważna sprawa - ja czułem się bezpiecznie. W Stambule na każdym kroku jest policja, w centrum rzuca sie to mocno w oczy. Kałachy i inne "guny" w rękach policjantów i opancerzone wozy niech was nie zdziwią. Władza pokazuje kto tu rządzi. Poza tym miasto sprawia wrażenie zawsze gotowego na demonstracje (barierki, stalowe zasłony strzelnicze, posterunki). 

Władza lubi pokazywać siłę.

Jak to mówił mój kolega z zespołu, z pracy, gdy go o to pytałem- jak ma być zamach to w Stambule. Ja czułem się tam bezpiecznie, ale staraliśmy się nie prowokować sytuacji - plecaki zostawiliśmy w pokojach, przy sobie nerka na widoku, aparat w pokrowcu (kompakt - nie lustrzanka). Ubrani normalnie - ale wiadomo, z karnacji od razu widać, że z Rosji lub Polski.

8. Jak zwiedzać miasto? Porzucić moto w bezpiecznym miejscu i dalej na własną rękę, czy mieć moto zawsze przy sobie?

 Porzucić, najlepiej na strzeżonym parkingu w centrum lub w okolicach i iść z buta. Transport puliczny jest dobrze zorganizowany. Moto zostawcie, inaczej stracicie masę czasu przeciskając się przez korki (korki w centrum są nieporównywalne do tych w Warszawie, Gdańsku, czy Krakowie w godzinach szczytu).

 9. Czy muszę mieć jakieś dodatkowe dokumenty do odprawy na granicy oprócz: paszportu, wizy (chcę ją kupić na granicy), zielonej karty - słyszałem, że warto mieć ksero wszystkich dokumentów?

Witaj Turcjo! Tablica tuż za ostatnim punktem kontrolnym. fot. P.J.


  • Wizę polecam kupić online i wydrukować tu kupisz wizę do Turcji
  • Zielona Karta wydawana jest w dwóch egzemplarzach. Ja swoje zalaminowałem na wypadek kontaku z wodą - nie było kłopotów na granicy z zalaminowanym dokumentem. 
  • Paszport, wiza - zrobiłem kopie, trzymałem osobno w innym miejscu w bagażu motocyklowym. Również zabezpieczyłem laminatem na wypadek zmoczenia.
  • Tablica rejestracyjna - jak masz w ramce, to sprawdź mocowania, zabezpiecz trytytkami lub zrób ksero, zalaminuj i wsadź kopie zamiast oryginału. Pewniejszy spósób to zanitowanie, lub przykręcenie tablicy na śruby (śruby dla gwarancji na kleju anaerobowym). Zgubisz tablice - będziesz mieć kaplicę.

 10. Oklejam moto polską szachownicą plus orzełek i napis „Poland” - jak są przyjmowani Polacy w Turcji?

My byliśmy przyjęci dobrze, ale nie epatowaliśmy "dumą narodową". Zero bandery na flagsztoku, tuż obok lisiej kity ;-), koszulek w barwy, czy naklejek (poza tymi z miejsc, które odwiedziliśmy po drodze).
Uśmiech, pozytywne nastawienie, pokora i szacunek wobec innych kultur to uniwersalna recepta na sukces.

 11. Na koniec - czy muszę mieć walutę turecką, czy też mogę płacić w euro? - zakładam, że za paliwo i w hotelu będę płacił kart?

W Turcji obowiązuje Turecka Lira. Czasem przyjmują euro (jak magik z parkingu). Na stacjach i w hotelu można płacić kartą. Dobrze mieć jednak gotówkę na zakupy w sklepie, czy bazarze. 

 Masz inne doświadczenia lub dodatkowe pytania? Mogą być świetnym uzupełnieniem posta! Nie czekaj! Zostaw komentarz!

wtorek, 7 sierpnia 2018

MotoCamp Bulgaria

Po przekroczeniu granicy z Bułgarią, gnaliśmy jak najdalej na południe.
 Zmierzchało, zatem trzeba było znaleźć miejsce do spania.. Wybór padł na namierzony jeszcze w Polsce Moto Camp Bulgaria. Dobór tras i miejsc noclegowych (poza Stambułem) zostawiłem Pawłowi - on czuje się w tym jak ryba w wodzie, ma doświadczenie, warto uczyć od mądrzejszych.
Zanim jednk tam się zjawiliśmy, Suzuki V-strom Pawła przekroczył 100 000 km przebiegu (wg wskazań licznika, a ile jest na prawde - tego nie wie nikt :-D). W każdym razie była okazja do świętowania.

 MotoCamp Bulgaria 
Około 22:00 zjeżdzamy z drogi E772 (droga Sofia - Varna) (w trakcie zjazdu, na końcu "ślimaka" prawie wywinałem orła, uślizg przedniego koła na naniesionej na drogę brei, ale GS  cudem odzyskał trakcje) i dojeżdzamy do wioski Idilewo.
Idilewo na mapie Bułgarii, ź: maps.google
To niewielka miejscowość pośrodku niczego. Spokój, cisza, lasy, jeziora, pola. W samym centrum tego odludzia powstał MotoCamp Bulgaria. Założony i cześciowo prowadzony przez Doug Wothke- człowieka, który zjechał świat wzdłuż i wszerz na chopperze (w dużym uproszczeniu).
Samo miejsce składa się lokalu z pokojami do spabia, baru 24/h (wpisuje się w zeszyt i potem rozlicza przed wyjazdem), małego garażu, gdzie można naprawić maszynę, pralki, sanitariatów i świetlicy. Jest również trawnik, który służy za pole namiotowe (ale tylko na specjalne okazje, co wynika z lokalnych przepisów). Generalnie wszystko jest przemyślane, niczego nie brakuje, a atmosfera jest bardzo koleżeńska.
Nie spodziewaliśmy się takiej ilości motocykli.



Miejsce ma swój wyjątkowy klimat.



Pole namiotowe funkcjonujące tylko w trakcie większych "eventów".
Gdy podjechaliśmy pod bramę, otworzył nam Anglik, wjechaliśmy i oczom ukazały się dziesiątki motocykli. Jak się okazało, załapaliśmy się na spotkanie Klubu Podróżników Motocyklowych Horizons Unlimited.
(Polecam wejść na stronę i na FB Fanpage - można tam znaleźc inspiracje podróżnicze i zasięgnąć rady o warunki podróżowania w danym kraju).

Było ciemno i mokro (podobno przed naszym przyjazdem padało 3 dni non stop). Zmęczeni i głodni zajęliśmy się rozbijaniem namiotów. Następnie przedstawiono nam zasady panujące na miejscu (toalety, browar na zeszyt, mini warsztat, itp.).
GS & Gwiazdy.
Później wyjęliśmy jednorazowego grilla z Biedry i rozstawiliśmy się na środku trawnika. Musieliśmy wyglądać dość egzotycznie, bo co chwila ktoś do nas zaglądał co my tak na prawdę robimy. Później "szefy" zaproponowali swoje paleniskoo, ale chcieliśmy wypalić BiedroGrilla, żeby pozbyć się zbędnego bagażu. Podpałka grilla z Biedry to jedna wielka tablica Mendelejewa, śmierdziało paliwem tak, ze nie obyło się bez komentarzy zgromadzonych. Kiełba i ser owczy z transalpińskich Krupówek smakowały "lepiej niż szynka" (czyli dla niewtajemniczonych: niebo w gębie). Po wieczerzy zgadaliśmy się z pewnym Polakiem, który przedstawił nam historie MotoCamp i podał ciekawe miejsca na naszej trasie, godne odwiedzenia . Po paru piwach poszliśmy spać, nie trzeba było nas do tego specjalnie zapraszać...
Pilnuje BiedroGryla, za mną "Bar24/h"
Poranek powitał nas słońcem, a rosnąca temperatura w namiocie szybko wypędziła mnie na zewnątrz. Wyciągnałem czym predzej Jetboila, szybka kawa i śniadanie (owsianka? :-o). Kiedy świadomie odrzucasz komfortowe warunki podróżowania i noclegu, zimny prysznic nie robi na tobie żadnego wrażenia (a jak orzeźwia!). Suszenie namiotu i pakowanie szpejów na motocykl stały się nieprzeszkadzającą rutyną. MotoCamp tak nas urzekł, że odpaliłem nastaw na drugą kawę. Czas wykorzystaliśmy na wymianę poglądów, kontaktów z Vladimirem z Warny (być może będziemy tamtędy wracać do Polski).
Wymiana poglądów z Vladimirem z Warny.
Wział syna na wycieczkę i miał szlifa (on nie miał tyle szczęscia co ja i przewrócił się na śliskim zakręcie). Oprócz rys na obudowie i dumie - nic poważnego im się nie stało.
Pare pamiątkowych zdjeć, uzupelnienie bukłaka z wodą, sprawdzenie mocowań bagażowych i w trasę.Tym razem bardziej turystycznie, bez jazdy na rekord (czyli lekkie 350km +).

Moto Camp Bulgaria jest klimatycznym i tanim miejscem w trakcie jazdy na południe (20 lev/doba bez śniadania). Znajdziez tam dobre spanie, podstawowe wyżywienie, mini-warsztat. Kupisz też suweniry (naklejki, koszulki), olej, filtry. Miejsce jest traktowane jako baza serwisowa w trakcie wypadów w daleką Azję. Można po uzgodnieniu wysłać tam części do swojego sprzętu, jeżeli nie chcemy wozić ich ze sobą (np. opony OFF, części zamienne). Każdy motocyklista będzie się tam czuć bardzo komfortowo. Jak będzie miał szczęście to posłucha bardzo ciekawych opowieści z podróży, obejrzy motocykle, które objechały świat i nawiąże kontakty, które (kto wie?) zaowocują w przyszłości.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Bolesna pobudka

 Dzien pierwszy to bolesna pobudka o 04:00, spotkanie w Brzesku. Obraliśmy azymut na Muszynke, gdzie przekroczyliśmy granicę ze Słowacją. Warunki pogodowe na trasie różne, od deszczu i chłodu, po 30 stopni na Węgrzech.
Na węgierskiej M3 oderwała mi się naszywka klubu Vstrom - wniosek jest jeden - nie używać kleju do materialów. Nic nie zastąpi igły i nitki.
Na granicy z Rumunią wymieniliśmy poglądy z paroma Węgrami o przyjaźni polsko - węgierskiej i dalej w trasę... Pierwszego dnia głównym załozeniem było wykręcenie jak najwiekszego przebiegu dziennego.
Dojeżdzając do Transalpiny podjęliśmy decyzje, ze po 700km w siodle nie spimy w namiocie. Paweł znalazł szybko na Bookingu obiekt Vila ADR. Za noc zapłaciliśmy w przeliczeniu 100zł, warunki jak na cenę bardzo dobre, zadbany i czysty pokój, prysznic, dostęp do kuchni. Dodatkowo dozorowany parking sprawił, że spało się komfortowo..
Namiar: Vila ADR
Trasa dzień 1, ź: maps.google.pl




czwartek, 26 lipca 2018

MotoStambuł 2018

To był długi zimowy wieczór.. Spotkanie służbowe z cyklu "wigilijnych". Ładny lokal na Śródmieściu, suknie i garnitury. Chociaż lubię ten uroczysty klimat to z tyłu głowy wiem, że to dalej praca...
Całe szczęście wiedziałem też, że na spotkaniu będzie kilka osób z którymi można porozmawiać o motocyklach (chociaż nie należe do monotematycznych ludzi).
Siedziałem jak zwykle bardziej z boku niż po środku, przy stoliku z Pawłem - właścicielem Suzuki V-stroma.

- To co, jedziemy gdzieś w tym roku?
- Dobra, ale gdzie.. Kraje Bałtyckie? Płasko.. Gruzja - żona nie da mi tyle czasu... Czekaj, czekaj... Stambuł!
Kraków - Stambuł: planowana droga. źródło: Google Maps


 Moje oczy błysneły w mig, gdyż Stambuł był od dawna na mojej liście podróżniczych życzeń, a cywilnie nie miałem takiej odwagi, żeby pojechac tam samemu i to jeszcze na motocyklu.

-Gra. - odpowiedziałem bez zastanowienia.

Był jeszcze ciężki Grudzień, wiele mogło się zmienić, przecież to była tylko deklaracja rzucona podczas korpokolacji..
Po nastaniu wiosny, jak "klepnęliśmy" urlopy w tym samym czasie i założono grupę "Motostambuł" na twarzoksiążce zrozumiałem, że już nie ma odwrotu, teraz nie można sie wystawić..
Picowanie sprzętu, kompletowanie braków, szlifowanie techniki jazdy...

Ten blog będzie o podróżach, miejscach które chciałem zwiedzić, sposobach zwiedzania (nie zamykam się tylko na motopodróże), poznanych miejscach mniej lub bardziej godnych polecenia..
Zapraszam!