Jak zwykle - pobudka o 07:00, Paweł był już w połowie zwijania noclegu w postaci namiotu, ale to ranny ptaszek, często wstaje około 04:30.
Słońce jeszcze nie wychyliło się zza gór, ale było dość jasno. Nastawiłem wode na kawe i pyuszną owsiankę i w międzyczasie zabrałem się za składanie namiotu.
Nikomu się nie spieszyło, także po śniadaniu wyruszyliśmy okolo 08:30-09:00 na Drogę Transfogorską.
Pokonywanie kretej trasy nie mogło pójść bardzo szybko. Droga DN7C jest trasą widokową, zatem grzechem jest nie zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na uroki górzystego krajobrazu tej części Rumunii.
W przewodnikach i innych blogach autorzy narzekają niekiedy na jakość trasy. Przyznaje, asfalt miejscami posiada braki, ale jeżdżąc polskimi bocznymi drogami nie poczułem się jakoś szczególnie źle.
Na szczycie Drogi Transfogorskiej znajdują się tradycyjnie "Krupówki" - bazar różności, sery, skóry, cepelia, gastronomia. Znajdziemy tam kapliczkę z ołtarzem polowym, "kolejkę alpejską" jako atrakcję widokową, pensjonat z noclegami.
Czułem się tam troszke jak w Morskim Oku, gdyż na samym środku szczytu przelęczy znajduje się oczko wodne.
Jeden z wyjeżdzających motocyklistów przekazał, że tego dnia na przełęczy odbędzie się wyścig w stylu "Tour De Pologne" i niebawem droga zostanie zamknięta.
Postanowilismy zjechać na dół i kontynuować trasę w kierunku Węgier. Oczywiście bez utrudnień się nie obyło, ale przynajmniej zobaczylismy grupę CCC w akcji.
Po nużącej przejażdżce węgierskimi drogami zawitaliśmy do Thermal Camping Hajduszoboszlo
W cenie campingu można skorzystać z aktakcji parku wodnego.
Wieczór spędziliśmy na odkrywanu atrakcji pośrodku węgierskiej puszty i konsumowaniu lokalnego "mięsa z kebabu" do melodii "Zono moja" w wykonaniu restauracyjnych grajków. To trzeba przeżyć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawa. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 listopada 2018
DN7C
Etykiety:
BMW,
Bulgaria,
Hotel,
Hungary,
Motocykl,
Podróże,
Polska,
Road,
Rumunia,
Transfagarasan,
Turism,
turystyka,
Wyprawa
Lokalizacja:
Transfăgărășan, Romania
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
Stambuł: Hagia Sofia, kebab i tajemnica pucybuta cz. I
Stabuł to największe i najludniejsze miasto Turcji. Pomimo, że stolicą tego kraju jest Ankara, Stambuł jest zdecydowanie bardziej rozpoznawalną jego częścią. Stambuł to kolebka historyczna, kulturowa i biznesowa Turcji.
Łączy on Europę i Azję, rozpościera się nad cieśniną Bosfor, która otwiera podwoje dla towarowych statków świata dla Morza Czarnego.
Mieliśmy 2 dni na zwiedzenie Stambułu. Czy to wystarczy na miasto, które liczy 15.3 miliona mieszkańców (oficjalnie)? No pewnie, że nie. Ze względu na to, że czasu mało a plan ambitny, już po zajechaniu i chwili odpoczynku postanowiliśmy wyjść na ulice i poczuć klimat tego miejsca.
Pierwszym i obowiązkowym przystankiem była regionalna restauracja z prawdziwym tureckim kebabem.
Szybko jednak zorientowaliśmy się, że wszystkie "regionalne i prawdziwe" restauracjie są zrobione "pod turystę". Przeszliśmy kilka miejsc, wybraliśmy jedno, gdzie według nas siedziało najwięcej "lokalesów".
Myliłem się, obsługiwał nas kelner z Kurdystanu, jawnie głosząc swe polityczne poglądy niepodległościowe. Odważny był, nie powiem. Zarekomendował nam przyjemne dla podniebienia dania, z bukietem surówek. Było bardzo dobre, średnio ostre z opcją doprawienia, a na końcu podał słodki czaj. Turecki klasyk w kształtnej jak łezka szklance.
Pojedzeni wybraliśmy się na zwiad po mieście. Błękitny Meczet, Hagia Sofia, Bazaar przy meczetach, pare wąskich uliczek. Wykonaliśmy wstępny zwiad co do godzin otwarcia. Zmęczeni wróciliśmy do hotelu, obejrzeliśmy skróty meczów MŚ i do spania...
O tym jak ważna jest logistyka podroży nie muszę chyba nikogo przekonywać - jednak nie wyobrażam sobie wieczornej wycieczki, gdyby nasz hotel byl oddalony kilka stacji metrem od centrum.
Łączy on Europę i Azję, rozpościera się nad cieśniną Bosfor, która otwiera podwoje dla towarowych statków świata dla Morza Czarnego.
Mieliśmy 2 dni na zwiedzenie Stambułu. Czy to wystarczy na miasto, które liczy 15.3 miliona mieszkańców (oficjalnie)? No pewnie, że nie. Ze względu na to, że czasu mało a plan ambitny, już po zajechaniu i chwili odpoczynku postanowiliśmy wyjść na ulice i poczuć klimat tego miejsca.
Pierwszym i obowiązkowym przystankiem była regionalna restauracja z prawdziwym tureckim kebabem.
Szybko jednak zorientowaliśmy się, że wszystkie "regionalne i prawdziwe" restauracjie są zrobione "pod turystę". Przeszliśmy kilka miejsc, wybraliśmy jedno, gdzie według nas siedziało najwięcej "lokalesów".
Zamowiliśmy dania "z kebabu" (o tym innym razem). Nie spodziewalem się wiele, przecież kebs to kebs. Czym ten turecki różniłby się od tego podawanego przez Polaka w Polsce?
| Cola, Kebab i kelner z Kurdystanu dzielący sie cennymi radami turystycznymi. |
| Jak czaj to tylko słodki, w charakterystycznej szklance z podstawką. |
O tym jak ważna jest logistyka podroży nie muszę chyba nikogo przekonywać - jednak nie wyobrażam sobie wieczornej wycieczki, gdyby nasz hotel byl oddalony kilka stacji metrem od centrum.
![]() |
| Błekitny meczet po zmroku. |
![]() |
| Hagia Sofia po zmroku. |
| Boczne ulice centrum Stambułu nie oferowały tyle przepychu co główne alterie |
![]() |
| Uliczka z widokiem na Bosfor |
| Na każdym kroku flagi. |
czwartek, 16 sierpnia 2018
180 na południe..
1 Lipca, niedziela.
O 10:00 wyruszamy (bardzo niechętnie) z MotoCamp Bułgaria. Po godzinie jazdy zatrzymujemy się w Gabrowie, w celu uzupełnienia zapasów. Podstawowe zaprowiantowanie, gdyż nasze "żelazne razje żywieniowe" prawie się wyczerpały: pare zupek chińskich (mmm..), kiełbasa, jakaś czekolada na "morale", woda itp. Przyznaje, ze najbardziej przed podróżą obawiałem się przegrzania (jazda w pełnym kombinezonie) i odwodnienia. To jest taki cichy wróg, którego nie widać, a obniża znaczaco koncentracje. Łatwo wtedy o błąd, którego nikt nie chce popełnić 1500km od domu.
Dzień jest upalny, z 30 stopni na "miękko", Paweł nie wychodzi z Lidla już dobrą chwilę. Okazało się, że jego karta Revolut zwariowała. Pobrano mu pieniądze z konta kilka razy za tą samą transakcje. No kolega szczęśliwy z tego powodu nie był, co odbiło się na jego późniejszym stylu jazdy. Czekanie na zewnątrz w tym słońcu spowodowało, że topiłem się i miałem dość. Moczenie kamizelki i chusty nie pomagały. Czas wsiąść "na koń" i jechać dalej.
Bułgaria to piękny kraj, ze wspaniałą architekturą. Lubię socrealizm, głównie za monumentalizm, symetrie oraz rozmach. Na wielu budynkach widać jeszcze radzieckie gwiazdy, a posągi robotników przy pracy na nikim nie robią wrażenia..
Jedziemy drogą E85, postanowiłem odpalić radio w interkomie, bo monotonna i nużąca droga sprawiała, ze zaczynałem być senny.
Szukam stacji.. klasyczna, dalej, szumy, dalej, gadanie, dalej.. aż nagle trafiłem na stację w stylu polskiej Eski czy RMF MAXX..
Nagle w głośnikach usłyszałem Valentine i "Hej Vojnicze" [Валентина - Хей Войниче] i od razu się rozbudziłem, nóżka chodziła po podnóżku, przepustnica szalała w skoczny rytm melodii. Przez chwile miałem kandydaturę na piosenkę wyjazdu ;-)
Przejeżdzamy koło Shipki - pomnika wolności. Walki w Shipce w lecie 1877r. przyczyniły się w dużym stopniu z wyzwolenia Bułgarii z panowania Imperium Osmańskiego. Zbudowany w 1934r. z dolomitu pomnik jest bardzo ważny dla bułgarskiej społeczności.
My jednak jechaliśmy dalej, w kierunku szczytu Khadzhi Dimitur, lepiej znanego jako Buzłudża.
Gdy dojedziecie do pierwszego pomnika, kierujcie się na lewo. Droga chwilę będzie prowadzić w dół, ale bądźcie wytrwali i kontynuujcie jazdę tą drogą aż do samego końca!
Bułgarski symbol socjalizmu na szczycie góry Khadzi Dimitur oficjalnie jest zamkniety dla zwiedzających, a wejścia do nielegalnie wydrążonego otoworu prowadzacym do środka strzeże strażnik.
Z zewnątrz kolos robi niesamowite wrażenie. Ślad czasu go nie oszczedził, co widać po dziurawym dachu jak szwajcarski ser, "wyszprejowanych" murach i zmęczonych żelbetonowych elementów konstrukcji.
Jedno jest pewne - budowniczy mieli rozmach. Ze szczytu góry (1441m n.p.m.) rozpościera się przepiękny widok na okolicę.
Zgłodnieliśmy, więc wdrożamy dobrze znaną procedurę: kuchenka, gaz, woda i zupka chińska poprawiona pieczywem w anturażu herbaty.
Po odpoczynku skierowaliśmy się na drogę nr. 5 w kierunku Makazy i przejścia granicznego z Grecją. Droga bardzo dobrej jakości, w dodatku przez dłuższą część towarzyszył nam widok pięknie meandrującej rzeki Varbitzy.
W Grecji planowaliśmy nocleg na campingu "tuż przy samym morzu" - tak przynajmniej mówiła o tym zajawka z Bookingu. Po przekroczeniu granicy i wjechaniu wgłąb Grecji od razu można było poczuć zapach sosen i cytrusów, który przemile drażnił moje nozdrza. Spiekota słońca i te zapachy - za to uwielbiam Grecje. Kamping okazał się być dość daleko od wybrzeża - a chcieliśmy się przespać w hotelu pod milionem gwiazd wsłuchując sie w szum błękitnej toni.
- Jedziemy jeszcze chwile, sprawdzamy miejscówki i śpimy na dziko. - Skwitował rozgoryczony ofertą noclegową Paweł.
Po szybkim podjeździe, wybraliśmy miejsce tuż koło baru przy plaży.
Moj imiennik i zarazem kompan w podróży uśmiechnął się szelmowsko, gdy zobaczył wybrzeże klifowe nad samym morzem. Musiałem mieć bardzo dobre argumenty, żeby rozłożyć namiot gdzie indziej. W zasadzie miejsce bardzo przypadło mi do gustu i nie oporowałem.
Kontrolnie podjechałem do baru, zapytać, czy wolno się tam rozbijać namiotami. Szef baru, a bardziej jego córka (angielski "szefa" był taki jak mój grecki), wypytała nas o szczegóły naszego pobytu. Po szybkim wywiadzie właściciel (i baru, i tego pola, gdzie chcieliśmy spać) kiwnął porozumiewawczo głową wyrażając zgodę i akceptację na nasz pobyt.
Wybraliśmy miejsce, wdrożyliśmy procedurę namiotową i zdjęliśmy ciuchy motocyklowe i poszliśmy do baru odwdzięczyć się za gościnę. Zimne piwo, z oszronionego kufla - tego mi było trzeba!
Na kolacje zrobiliśmy kiełbaski z BiedroGrilla, jednocześnie pozbywając się kolejnej ilości nadbagażu (zakupiliśmy dwa BiedroGrille jednorazowe).
Jak się później przyjrzeliśmy trafiliśmy jak ślepej kurze ziarno i to z kilku powodów:
O 10:00 wyruszamy (bardzo niechętnie) z MotoCamp Bułgaria. Po godzinie jazdy zatrzymujemy się w Gabrowie, w celu uzupełnienia zapasów. Podstawowe zaprowiantowanie, gdyż nasze "żelazne razje żywieniowe" prawie się wyczerpały: pare zupek chińskich (mmm..), kiełbasa, jakaś czekolada na "morale", woda itp. Przyznaje, ze najbardziej przed podróżą obawiałem się przegrzania (jazda w pełnym kombinezonie) i odwodnienia. To jest taki cichy wróg, którego nie widać, a obniża znaczaco koncentracje. Łatwo wtedy o błąd, którego nikt nie chce popełnić 1500km od domu.
Dzień jest upalny, z 30 stopni na "miękko", Paweł nie wychodzi z Lidla już dobrą chwilę. Okazało się, że jego karta Revolut zwariowała. Pobrano mu pieniądze z konta kilka razy za tą samą transakcje. No kolega szczęśliwy z tego powodu nie był, co odbiło się na jego późniejszym stylu jazdy. Czekanie na zewnątrz w tym słońcu spowodowało, że topiłem się i miałem dość. Moczenie kamizelki i chusty nie pomagały. Czas wsiąść "na koń" i jechać dalej.
Bułgaria to piękny kraj, ze wspaniałą architekturą. Lubię socrealizm, głównie za monumentalizm, symetrie oraz rozmach. Na wielu budynkach widać jeszcze radzieckie gwiazdy, a posągi robotników przy pracy na nikim nie robią wrażenia..
Jedziemy drogą E85, postanowiłem odpalić radio w interkomie, bo monotonna i nużąca droga sprawiała, ze zaczynałem być senny.
Szukam stacji.. klasyczna, dalej, szumy, dalej, gadanie, dalej.. aż nagle trafiłem na stację w stylu polskiej Eski czy RMF MAXX..
Przejeżdzamy koło Shipki - pomnika wolności. Walki w Shipce w lecie 1877r. przyczyniły się w dużym stopniu z wyzwolenia Bułgarii z panowania Imperium Osmańskiego. Zbudowany w 1934r. z dolomitu pomnik jest bardzo ważny dla bułgarskiej społeczności.
My jednak jechaliśmy dalej, w kierunku szczytu Khadzhi Dimitur, lepiej znanego jako Buzłudża.
Gdy dojedziecie do pierwszego pomnika, kierujcie się na lewo. Droga chwilę będzie prowadzić w dół, ale bądźcie wytrwali i kontynuujcie jazdę tą drogą aż do samego końca!
Bułgarski symbol socjalizmu na szczycie góry Khadzi Dimitur oficjalnie jest zamkniety dla zwiedzających, a wejścia do nielegalnie wydrążonego otoworu prowadzacym do środka strzeże strażnik.
![]() |
| Pod Buzłudżą postawiono jeszcze jakiś kolejny partyjny pomnik. |
Z zewnątrz kolos robi niesamowite wrażenie. Ślad czasu go nie oszczedził, co widać po dziurawym dachu jak szwajcarski ser, "wyszprejowanych" murach i zmęczonych żelbetonowych elementów konstrukcji.
Jedno jest pewne - budowniczy mieli rozmach. Ze szczytu góry (1441m n.p.m.) rozpościera się przepiękny widok na okolicę.
Zgłodnieliśmy, więc wdrożamy dobrze znaną procedurę: kuchenka, gaz, woda i zupka chińska poprawiona pieczywem w anturażu herbaty.
![]() |
| Pamiątkowym zdjęciom nie bylo końca. |
Po odpoczynku skierowaliśmy się na drogę nr. 5 w kierunku Makazy i przejścia granicznego z Grecją. Droga bardzo dobrej jakości, w dodatku przez dłuższą część towarzyszył nam widok pięknie meandrującej rzeki Varbitzy.
W Grecji planowaliśmy nocleg na campingu "tuż przy samym morzu" - tak przynajmniej mówiła o tym zajawka z Bookingu. Po przekroczeniu granicy i wjechaniu wgłąb Grecji od razu można było poczuć zapach sosen i cytrusów, który przemile drażnił moje nozdrza. Spiekota słońca i te zapachy - za to uwielbiam Grecje. Kamping okazał się być dość daleko od wybrzeża - a chcieliśmy się przespać w hotelu pod milionem gwiazd wsłuchując sie w szum błękitnej toni.
- Jedziemy jeszcze chwile, sprawdzamy miejscówki i śpimy na dziko. - Skwitował rozgoryczony ofertą noclegową Paweł.
Po szybkim podjeździe, wybraliśmy miejsce tuż koło baru przy plaży.
Moj imiennik i zarazem kompan w podróży uśmiechnął się szelmowsko, gdy zobaczył wybrzeże klifowe nad samym morzem. Musiałem mieć bardzo dobre argumenty, żeby rozłożyć namiot gdzie indziej. W zasadzie miejsce bardzo przypadło mi do gustu i nie oporowałem.
![]() |
| Hotel pod milionem gwiazd. |
Kontrolnie podjechałem do baru, zapytać, czy wolno się tam rozbijać namiotami. Szef baru, a bardziej jego córka (angielski "szefa" był taki jak mój grecki), wypytała nas o szczegóły naszego pobytu. Po szybkim wywiadzie właściciel (i baru, i tego pola, gdzie chcieliśmy spać) kiwnął porozumiewawczo głową wyrażając zgodę i akceptację na nasz pobyt.
Wybraliśmy miejsce, wdrożyliśmy procedurę namiotową i zdjęliśmy ciuchy motocyklowe i poszliśmy do baru odwdzięczyć się za gościnę. Zimne piwo, z oszronionego kufla - tego mi było trzeba!
![]() |
| Leżak, zimne piwo, kojący oczy widok. To jest to! |
Na kolacje zrobiliśmy kiełbaski z BiedroGrilla, jednocześnie pozbywając się kolejnej ilości nadbagażu (zakupiliśmy dwa BiedroGrille jednorazowe).
Jak się później przyjrzeliśmy trafiliśmy jak ślepej kurze ziarno i to z kilku powodów:
- Nocleg na dziko = nocleg za friko
- Bliskość baru = zimne piwo i leżaki
- Nieograniczony dostęp do morza po zejściu z falezy
- Słodkowodny prysznic na plaży
- Nocne krajobrazy i świetne zdjęcia
![]() |
| To był świetny wybór. Pod każdym względem. |
Etykiety:
Bulgaria,
Camping,
Europa,
Istambul,
Jedzenie,
Motocamp,
Motocykl,
Motocykle,
motoryzacja,
Pensjonat,
Podróże,
Turcja,
Turkey,
turystyka,
Wyjazd,
Wyprawa
Lokalizacja:
Khadzhi Dimitur, 6140, Bulgaria
wtorek, 14 sierpnia 2018
Q&A: Stambuł - pytania czytelników ;-)
Cieszę się, że podobają się Wam posty. Odzwierciedla to statystyka wyświetleń oraz w oddzewach w mediach społecznościowych (Fb).
Przyznaje, że ten post miał powstać dużo później, ale zainspirował mnie do jego popłenienia Waldek i Sebastian (dzięki!) zainteresowani podstawowymi informacjami o wyprawie.
Dziś troszke Q&A: na co zwracać uwagę przed trasą do Stambułu? Pytania od Waldka (treść nie zmieniana)
1. Przekraczanie granic - czy akceptowane jest „omijanie” stojące w kolejce do odprawy samochody?
Generalnie przeciskaliśmy się na przejściach, jeżeli była taka potrzeba.
Granice od Słowacji do Rumunii przekraczaliśmy bardzo sprawnie.
2. W Turcji chcę tylko dojechać do Stambułu, przekroczyć cieśninę i stanąć nogą w Azji - dalej powrót do Grecji (Saloniki) - jak najlepiej pokonać cieśninię i ile kosztuje przeprawa?
Nasz plan był bardzo podobny - też chcieliśmy przejechać się na stronę azjatycką, pokręcić się chwile i wrócić.
Jak chcecie zrobić to na prawdę sprawnie to wstańcie rano (my wstaliśmy ze śpiewami muzzeina o 4:25). Miasto jest puste, można swobodnie nawigować, bez nerwowych manewrów.
Prom - istnieje taka mozliwość ale jej nie testowaliśmy.
Tunel - zakaz wjazdu dla motocykli
Mosty: wjechaliśmy Mostem Męczenników 15 lipca (15 Temmuz Şehitler Köprüsü ), nastepnie drogą E80 w kierunku Mostu Sułtana Fatiha. Tą dragą wróciliśmy do Europy, a następnie udaliśmy się na bułgarskie wybrzeże. Wszystko w kosztach spalonego paliwa (w Stambule na stacjach jest dużo drożej niż na obrzeżach)
Ślad google poniżej:
3. Czy w Stambule jest akceptowana jazda motocyklistów między samochodami czy ewentualnie mogę jechać pasem awaryjnym?
4. Czy mogę płacić kartą za przejazd autostradą do Stambułu?
W Turcji obowiązują systemy opłat HGS i OGS.
HGS - naklejka na szybę, w trakcie przejazdu przez bramkę kamera zbiera dane o pojeździe i ściąga
$ z konta. Można zarejestrować się w wiekszym urzędzie pocztowym.
OGS - tu potrzebmy jest czytnik. Zasada działania podobna do polskiego ViaTolla.
Każda autostrada przed bramkami ma zjazd na drogi ekspresowe prowadzące równolegle do niej. Drogi są dobrej jakości, ale prowadzą przez miasta i mają skrzyżowania.
My zignorowaliśmy systemy (nie doczytaliśmy - serio ;-) ) i wjeżdzaliśmy normalnie na autostrady. Bez konsekwencji przy wyjazdach z dróg płatnych jak i na granicy.
5. Jak parkować moto w mieście (na co zwrócić uwagę) - chodzi mi o bezpieczeństwo motocykla - niby mam alarm i będę się spinał linką z kumplem, ale może trzeba szukać jakichś parkingów strzeżonych?
W Stambule parkowaliśmy na "parkingu strzeżonym" (był cieć od 08:00 do 21:00, potem zamykał on bramę na noc, która każdy mógł otworzyć (tak tak!), ale chociaż motocykle nie były na widoku). Hotel oferował "parking strzeżony obok hotelu", więc zarezerwowaliśmy wcześniej miejsca poprzez email. Cena 6 eurasów (lub 12 lirasów)/ doba płatne cieciowi. Za 2 doby "amigo" policzył nam 5eurasów/ doba/ moto.
Jeżeli chcecie na chwilę zaparkować w samym Stambule, nie ma co dramatyzować z przypinaniem sprzętów, ale nie ryzykowałbym w zostawianiu kasków i kurtek bez zapięcia/ schowania do kufra. Zostawiając moto na noc, szukałbym parkingu w hotelu lub "strzeżonego" nawet tak jak ten nasz.
6. Rezerwacja noclegu: czy wcześniej dzwonić do hotelu, czy szukać na chybił-trafił jakiegoś lokum
My szukaliśmy przez Booking i AirBN. Chybił trafił może spowodować, że spanie będzie drogie, a podejmowanie decyzji na podmęczonego zawodnika może być oparte na emocjach a nie na zimnej kalkulacji.
Polecam Tulip House Hotel. Pokój z widokiem na Bosfor, czysto, klima działa i dogadacie się po angielsku.
7. Jak z bezpieczeństwem „osobistym”, na co zwrócić uwagę „idąc w miasto”?
To ważna sprawa - ja czułem się bezpiecznie. W Stambule na każdym kroku jest policja, w centrum rzuca sie to mocno w oczy. Kałachy i inne "guny" w rękach policjantów i opancerzone wozy niech was nie zdziwią. Władza pokazuje kto tu rządzi. Poza tym miasto sprawia wrażenie zawsze gotowego na demonstracje (barierki, stalowe zasłony strzelnicze, posterunki).
Jak to mówił mój kolega z zespołu, z pracy, gdy go o to pytałem- jak ma być zamach to w Stambule. Ja czułem się tam bezpiecznie, ale staraliśmy się nie prowokować sytuacji - plecaki zostawiliśmy w pokojach, przy sobie nerka na widoku, aparat w pokrowcu (kompakt - nie lustrzanka). Ubrani normalnie - ale wiadomo, z karnacji od razu widać, że z Rosji lub Polski.
8. Jak zwiedzać miasto? Porzucić moto w bezpiecznym miejscu i dalej na własną rękę, czy mieć moto zawsze przy sobie?
Porzucić, najlepiej na strzeżonym parkingu w centrum lub w okolicach i iść z buta. Transport puliczny jest dobrze zorganizowany. Moto zostawcie, inaczej stracicie masę czasu przeciskając się przez korki (korki w centrum są nieporównywalne do tych w Warszawie, Gdańsku, czy Krakowie w godzinach szczytu).
9. Czy muszę mieć jakieś dodatkowe dokumenty do odprawy na granicy oprócz: paszportu, wizy (chcę ją kupić na granicy), zielonej karty - słyszałem, że warto mieć ksero wszystkich dokumentów?
10. Oklejam moto polską szachownicą plus orzełek i napis „Poland” - jak są przyjmowani Polacy w Turcji?
My byliśmy przyjęci dobrze, ale nie epatowaliśmy "dumą narodową". Zero bandery na flagsztoku, tuż obok lisiej kity ;-), koszulek w barwy, czy naklejek (poza tymi z miejsc, które odwiedziliśmy po drodze).
Uśmiech, pozytywne nastawienie, pokora i szacunek wobec innych kultur to uniwersalna recepta na sukces.
.
11. Na koniec - czy muszę mieć walutę turecką, czy też mogę płacić w euro? - zakładam, że za paliwo i w hotelu będę płacił kart?
W Turcji obowiązuje Turecka Lira. Czasem przyjmują euro (jak magik z parkingu). Na stacjach i w hotelu można płacić kartą. Dobrze mieć jednak gotówkę na zakupy w sklepie, czy bazarze.
Masz inne doświadczenia lub dodatkowe pytania? Mogą być świetnym uzupełnieniem posta! Nie czekaj! Zostaw komentarz!
Przyznaje, że ten post miał powstać dużo później, ale zainspirował mnie do jego popłenienia Waldek i Sebastian (dzięki!) zainteresowani podstawowymi informacjami o wyprawie.
Dziś troszke Q&A: na co zwracać uwagę przed trasą do Stambułu? Pytania od Waldka (treść nie zmieniana)
1. Przekraczanie granic - czy akceptowane jest „omijanie” stojące w kolejce do odprawy samochody?
Generalnie przeciskaliśmy się na przejściach, jeżeli była taka potrzeba.
Granice od Słowacji do Rumunii przekraczaliśmy bardzo sprawnie.
- Granica Rumunia - Bułgaria (Bechet - Orjahovo): przeprawa promowa, byliśmy pierwsi, wjechaliśmy ostatni. "Mistrz załadunku" steruje kolejnościa wjazdu. Przeprawa trwała około 40minut. Prom był prawie pełny. Ale odkąd wybudowano niedaleko most nad Dunajem, ruch zelżał... ("kiedyś to było..")

Na promie. Dunaj, pomiędzy Bechetem a Orchajowem.
- Granica Bułgaria - Grecja: Makaza - Nimfea: pchanie, troche puszkowcy narzekali na nasze ciasne manewry między samochodami (zostałem strąbiony przez "dziadygę", ale nikt końcowo afer nie robił, granicznicy - ok)
- Granica Grecja - Turcja: Peplos - Ipsala (rycie, walka o każdy centymetr, dużo turków na niemieckich blachach. Grecy mili, zagadywali później na postoju o podróż i motocykle. Po stronie tureckiej straciliśmy najwięcej czasu, bo granicznicy kontrolowali wszystko (wiza, zielona karta, pobieżnie bagaże (mają tam RTG, ale nas ta radość ominęła, szczęście kopneło brytyjczyka i włocha, których zawrócono).
Dużo wojska z bronią na wierzchu. Przyzwyczajcie się.
Znudzeni jak mopsy na granicy z Turcją. 35 stopni C dawało sie we znaki (upał, odwodnienie, stres cieplny), jak sobie z tym radziłem? O tym wkrótce na blogu
2. W Turcji chcę tylko dojechać do Stambułu, przekroczyć cieśninę i stanąć nogą w Azji - dalej powrót do Grecji (Saloniki) - jak najlepiej pokonać cieśninię i ile kosztuje przeprawa?
Nasz plan był bardzo podobny - też chcieliśmy przejechać się na stronę azjatycką, pokręcić się chwile i wrócić.
Jak chcecie zrobić to na prawdę sprawnie to wstańcie rano (my wstaliśmy ze śpiewami muzzeina o 4:25). Miasto jest puste, można swobodnie nawigować, bez nerwowych manewrów.
| Wyjazd o 0500, kontrola mocowania bagażu i w drogę. |
Prom - istnieje taka mozliwość ale jej nie testowaliśmy.
Tunel - zakaz wjazdu dla motocykli
Mosty: wjechaliśmy Mostem Męczenników 15 lipca (15 Temmuz Şehitler Köprüsü ), nastepnie drogą E80 w kierunku Mostu Sułtana Fatiha. Tą dragą wróciliśmy do Europy, a następnie udaliśmy się na bułgarskie wybrzeże. Wszystko w kosztach spalonego paliwa (w Stambule na stacjach jest dużo drożej niż na obrzeżach)
Ślad google poniżej:
![]() |
| Przejazd po azjatyckiej stronie Stambułu, ź: Google |
3. Czy w Stambule jest akceptowana jazda motocyklistów między samochodami czy ewentualnie mogę jechać pasem awaryjnym?
- Widziałem motocyklistów jadących pasem awaryjnym.

Pod prąd? Sam jedziesz pod prąd! Kask? Panie, ja tylko po bułki. Fot. Action Cam - Jazda między samochodami jest dozwolona, ale trzeba bardzo uważać. Ruch jest duży i kierowcy jeżdżą agresywnie, dużo bardziej niż w Polsce. W korkach walka o każdy centymetr wolnej przestrzeni.

Tragarze są wszędzie, nie zdziw się, jak któryś wyskoczy niespodziewanie na ulicę.
4. Czy mogę płacić kartą za przejazd autostradą do Stambułu?
W Turcji obowiązują systemy opłat HGS i OGS.
HGS - naklejka na szybę, w trakcie przejazdu przez bramkę kamera zbiera dane o pojeździe i ściąga
$ z konta. Można zarejestrować się w wiekszym urzędzie pocztowym.
OGS - tu potrzebmy jest czytnik. Zasada działania podobna do polskiego ViaTolla.
Każda autostrada przed bramkami ma zjazd na drogi ekspresowe prowadzące równolegle do niej. Drogi są dobrej jakości, ale prowadzą przez miasta i mają skrzyżowania.
My zignorowaliśmy systemy (nie doczytaliśmy - serio ;-) ) i wjeżdzaliśmy normalnie na autostrady. Bez konsekwencji przy wyjazdach z dróg płatnych jak i na granicy.
5. Jak parkować moto w mieście (na co zwrócić uwagę) - chodzi mi o bezpieczeństwo motocykla - niby mam alarm i będę się spinał linką z kumplem, ale może trzeba szukać jakichś parkingów strzeżonych?
W Stambule parkowaliśmy na "parkingu strzeżonym" (był cieć od 08:00 do 21:00, potem zamykał on bramę na noc, która każdy mógł otworzyć (tak tak!), ale chociaż motocykle nie były na widoku). Hotel oferował "parking strzeżony obok hotelu", więc zarezerwowaliśmy wcześniej miejsca poprzez email. Cena 6 eurasów (lub 12 lirasów)/ doba płatne cieciowi. Za 2 doby "amigo" policzył nam 5eurasów/ doba/ moto.
Jeżeli chcecie na chwilę zaparkować w samym Stambule, nie ma co dramatyzować z przypinaniem sprzętów, ale nie ryzykowałbym w zostawianiu kasków i kurtek bez zapięcia/ schowania do kufra. Zostawiając moto na noc, szukałbym parkingu w hotelu lub "strzeżonego" nawet tak jak ten nasz.
6. Rezerwacja noclegu: czy wcześniej dzwonić do hotelu, czy szukać na chybił-trafił jakiegoś lokum
![]() |
| Widok z pokoju na Bosfor. fot. Paweł J. |
My szukaliśmy przez Booking i AirBN. Chybił trafił może spowodować, że spanie będzie drogie, a podejmowanie decyzji na podmęczonego zawodnika może być oparte na emocjach a nie na zimnej kalkulacji.
Polecam Tulip House Hotel. Pokój z widokiem na Bosfor, czysto, klima działa i dogadacie się po angielsku.
| Wejście do hotelu Tulip House Istambuł. |
7. Jak z bezpieczeństwem „osobistym”, na co zwrócić uwagę „idąc w miasto”?
To ważna sprawa - ja czułem się bezpiecznie. W Stambule na każdym kroku jest policja, w centrum rzuca sie to mocno w oczy. Kałachy i inne "guny" w rękach policjantów i opancerzone wozy niech was nie zdziwią. Władza pokazuje kto tu rządzi. Poza tym miasto sprawia wrażenie zawsze gotowego na demonstracje (barierki, stalowe zasłony strzelnicze, posterunki).
| Władza lubi pokazywać siłę. |
Jak to mówił mój kolega z zespołu, z pracy, gdy go o to pytałem- jak ma być zamach to w Stambule. Ja czułem się tam bezpiecznie, ale staraliśmy się nie prowokować sytuacji - plecaki zostawiliśmy w pokojach, przy sobie nerka na widoku, aparat w pokrowcu (kompakt - nie lustrzanka). Ubrani normalnie - ale wiadomo, z karnacji od razu widać, że z Rosji lub Polski.
8. Jak zwiedzać miasto? Porzucić moto w bezpiecznym miejscu i dalej na własną rękę, czy mieć moto zawsze przy sobie?
Porzucić, najlepiej na strzeżonym parkingu w centrum lub w okolicach i iść z buta. Transport puliczny jest dobrze zorganizowany. Moto zostawcie, inaczej stracicie masę czasu przeciskając się przez korki (korki w centrum są nieporównywalne do tych w Warszawie, Gdańsku, czy Krakowie w godzinach szczytu).
9. Czy muszę mieć jakieś dodatkowe dokumenty do odprawy na granicy oprócz: paszportu, wizy (chcę ją kupić na granicy), zielonej karty - słyszałem, że warto mieć ksero wszystkich dokumentów?
| Witaj Turcjo! Tablica tuż za ostatnim punktem kontrolnym. fot. P.J. |
- Wizę polecam kupić online i wydrukować tu kupisz wizę do Turcji
- Zielona Karta wydawana jest w dwóch egzemplarzach. Ja swoje zalaminowałem na wypadek kontaku z wodą - nie było kłopotów na granicy z zalaminowanym dokumentem.
- Paszport, wiza - zrobiłem kopie, trzymałem osobno w innym miejscu w bagażu motocyklowym. Również zabezpieczyłem laminatem na wypadek zmoczenia.
- Tablica rejestracyjna - jak masz w ramce, to sprawdź mocowania, zabezpiecz trytytkami lub zrób ksero, zalaminuj i wsadź kopie zamiast oryginału. Pewniejszy spósób to zanitowanie, lub przykręcenie tablicy na śruby (śruby dla gwarancji na kleju anaerobowym). Zgubisz tablice - będziesz mieć kaplicę.
10. Oklejam moto polską szachownicą plus orzełek i napis „Poland” - jak są przyjmowani Polacy w Turcji?
My byliśmy przyjęci dobrze, ale nie epatowaliśmy "dumą narodową". Zero bandery na flagsztoku, tuż obok lisiej kity ;-), koszulek w barwy, czy naklejek (poza tymi z miejsc, które odwiedziliśmy po drodze).
Uśmiech, pozytywne nastawienie, pokora i szacunek wobec innych kultur to uniwersalna recepta na sukces.
.
11. Na koniec - czy muszę mieć walutę turecką, czy też mogę płacić w euro? - zakładam, że za paliwo i w hotelu będę płacił kart?
W Turcji obowiązuje Turecka Lira. Czasem przyjmują euro (jak magik z parkingu). Na stacjach i w hotelu można płacić kartą. Dobrze mieć jednak gotówkę na zakupy w sklepie, czy bazarze.
Masz inne doświadczenia lub dodatkowe pytania? Mogą być świetnym uzupełnieniem posta! Nie czekaj! Zostaw komentarz!
niedziela, 5 sierpnia 2018
Dzien 2: Oblicza gór: Transalpina
Wstaliśmy wcześnie, około 07:00, wygodne łóżka były gwarantem dobrego snu. Budzik musiał się nastarać, ażeby sprowokować otwarcie moich powiek. Chętnie leżałbym do 09:00, ale żelazne trzymanie się planu stało wyżej w hierarchii wartości. Na śniadanie owsianka (na wodzie - tak jak kazała Anna Lewandowska) i kawa "parzucha". Po omówieniu założeń taktycznych, załadowaliśmy rzeczy na motocykle i ruszyliśmy podbijać Transalpinę.
Aura była kapryśna - delikatny deszczyk, obaj nie zakladaliśmy przeciwdeszczówek. Droga prowadziła bardzo dobrze, mokry asfalt nie przeszkadzał w jeździe, ale wiadome - safety first.
Transalpina to najwyżej położena droga w Rumunii, sięga 2154 m n.p.m. (przełęcz Urdele). Trasa oddziela miasta Sebes i Novaci.
Przemierzałem tą trasę pierwszy raz, ale opisy z forum internetowych i opowieści Pawła powodowały, że z zakrętu na zakręt odkręcałem manetke gazu coraz mocniej.
Im bardziej w las, tym.. większa mgła.
Plan przejazdu zakładał zatrzymywanie się w miejscach, które są dla nas atrakcyje. Stop - zachwyt - zdjecie - jazda dalej. Przejazd drogą DN67C bez delektowania się widokami i serpentynami to trochę jak deptanie symboli narodowych. Każdy kilometr powodował obniżenie temperatury i pogorszenie warunków widzialności. Coraz gęstsza mgła budziła niepokój, ale po ustaleniach i weryfikacji morale jechaliśmy dalej. Niektórzy motocykliści napotkani na trasie zawracali. W pewnym momencie widziałem niewiele dalej niż 10metrów. Ale nie to było najgorsze..
Jadąc jakby nigdy nic, wchodziłem w kolejny zakręt, gdy z nienacka zaatakował mnie potwornie silny podmuch wiatru. Byłem w połowie zakrętu, siła wiatru prawie mnie wywróciła. Stanałem z wpół złożonym motocyklem, czekając na zbawienie.
Pomoc przyszła od estończyków, którzy byli pare metrów wyżej. Sprawdzali rany wojenne jednego z kolegów, który nie miał tyle szczęscia co ja i wiatr położył go wraz z motocyklem (poza uszkodzonym kufrem, nic mu się nie stało).
Paweł dojechał, mieliśmy do wyboru powrót lub jazdę dalej.
Ciśniemy!
Kolejne dwa zakręty pokonywałem "po żeglarsku". Dużo gazu, kurs ostro na wiatr, "zwrot przez sztag" na szczycie zakrętu i byle dalej. Technika pokonywania zakrętów wołała o pomste do nieba, ale ważne, ze była skuteczna.
Nie nacieszyliśmy się majestatycznymi widokami na szczycie przełęczy. Gęsta jak mleko mgła wygrała dzisiaj z nami. Jeszcze tu wrócę - pomyślałem.
Zjazd z góry był kwadratowy, czułem się spięty, sztywne plecy nie wrożyły nic dobrego. Kompan również raportował dygot rąk - nie spodziewałem się tego u takiej starej wygi.
Dojeżdzając do transalpińskich Krupówek (bazar różności, suwenirów, lokalnej gastronomii i dziewiarstwa) czułem personalne zwycięstwo nad swoimi słabościami.
Później pogoda popawiła się, ale zaczął dokuczać upal. dojechaliśmy do Bechetu. Tu czekaliśmy na prom przez Dunaj do miasta Orjachowo. "Zupka chińska" jeszcze nigdy nie była taka dobra i sycąca.
Rzeka Dunaj - druga po Wołdze - najdłuższa rzeka Europy, stanowi ona naturalna granicę miedzy Rumunią, a Bułgarią
Po załatwieniu biurokracji na granicy pojechaliśmy szukać bankomatu. Paweł wklepał koordynaty w nawigację, która zaprowadziła nas do .. Toi Toi'a
Dalej przelot przez Bułgarie i nocleg w Moto Camp Bułgaria Jeżeli udajecie się na południe - jest to absolutny "must be". Dlaczego?
O tym w następnym wpisie...
![]() |
| Transalpina. |
![]() |
| Na transalpinie. |
Aura była kapryśna - delikatny deszczyk, obaj nie zakladaliśmy przeciwdeszczówek. Droga prowadziła bardzo dobrze, mokry asfalt nie przeszkadzał w jeździe, ale wiadome - safety first.
Transalpina to najwyżej położena droga w Rumunii, sięga 2154 m n.p.m. (przełęcz Urdele). Trasa oddziela miasta Sebes i Novaci.
Przemierzałem tą trasę pierwszy raz, ale opisy z forum internetowych i opowieści Pawła powodowały, że z zakrętu na zakręt odkręcałem manetke gazu coraz mocniej.
Im bardziej w las, tym.. większa mgła.
| Nawierzchnia jest bardzo dobrej jakości. |
| Za nami "zapierający dech w piersiach" widok na przełęcz. |
Jadąc jakby nigdy nic, wchodziłem w kolejny zakręt, gdy z nienacka zaatakował mnie potwornie silny podmuch wiatru. Byłem w połowie zakrętu, siła wiatru prawie mnie wywróciła. Stanałem z wpół złożonym motocyklem, czekając na zbawienie.
Pomoc przyszła od estończyków, którzy byli pare metrów wyżej. Sprawdzali rany wojenne jednego z kolegów, który nie miał tyle szczęscia co ja i wiatr położył go wraz z motocyklem (poza uszkodzonym kufrem, nic mu się nie stało).
Paweł dojechał, mieliśmy do wyboru powrót lub jazdę dalej.
Ciśniemy!
Kolejne dwa zakręty pokonywałem "po żeglarsku". Dużo gazu, kurs ostro na wiatr, "zwrot przez sztag" na szczycie zakrętu i byle dalej. Technika pokonywania zakrętów wołała o pomste do nieba, ale ważne, ze była skuteczna.
| Widok na przełęcz. |
Nie nacieszyliśmy się majestatycznymi widokami na szczycie przełęczy. Gęsta jak mleko mgła wygrała dzisiaj z nami. Jeszcze tu wrócę - pomyślałem.
Zjazd z góry był kwadratowy, czułem się spięty, sztywne plecy nie wrożyły nic dobrego. Kompan również raportował dygot rąk - nie spodziewałem się tego u takiej starej wygi.
Dojeżdzając do transalpińskich Krupówek (bazar różności, suwenirów, lokalnej gastronomii i dziewiarstwa) czułem personalne zwycięstwo nad swoimi słabościami.
| "Just did it". |
Później pogoda popawiła się, ale zaczął dokuczać upal. dojechaliśmy do Bechetu. Tu czekaliśmy na prom przez Dunaj do miasta Orjachowo. "Zupka chińska" jeszcze nigdy nie była taka dobra i sycąca.
![]() |
| W oczekiwaniu na prom. Zupka chińska była "pryma sort". |
Po załatwieniu biurokracji na granicy pojechaliśmy szukać bankomatu. Paweł wklepał koordynaty w nawigację, która zaprowadziła nas do .. Toi Toi'a
| "Bankomat" po bułgarsku. |
Dalej przelot przez Bułgarie i nocleg w Moto Camp Bułgaria Jeżeli udajecie się na południe - jest to absolutny "must be". Dlaczego?
O tym w następnym wpisie...
Bolesna pobudka
Dzien pierwszy to bolesna pobudka o 04:00, spotkanie w Brzesku. Obraliśmy azymut na Muszynke, gdzie przekroczyliśmy granicę ze Słowacją. Warunki pogodowe na trasie różne, od deszczu i chłodu, po 30 stopni na Węgrzech.
Na węgierskiej M3 oderwała mi się naszywka klubu Vstrom - wniosek jest jeden - nie używać kleju do materialów. Nic nie zastąpi igły i nitki.
Na granicy z Rumunią wymieniliśmy poglądy z paroma Węgrami o przyjaźni polsko - węgierskiej i dalej w trasę... Pierwszego dnia głównym załozeniem było wykręcenie jak najwiekszego przebiegu dziennego.
Dojeżdzając do Transalpiny podjęliśmy decyzje, ze po 700km w siodle nie spimy w namiocie. Paweł znalazł szybko na Bookingu obiekt Vila ADR. Za noc zapłaciliśmy w przeliczeniu 100zł, warunki jak na cenę bardzo dobre, zadbany i czysty pokój, prysznic, dostęp do kuchni. Dodatkowo dozorowany parking sprawił, że spało się komfortowo..
Namiar: Vila ADR
Na węgierskiej M3 oderwała mi się naszywka klubu Vstrom - wniosek jest jeden - nie używać kleju do materialów. Nic nie zastąpi igły i nitki.
Na granicy z Rumunią wymieniliśmy poglądy z paroma Węgrami o przyjaźni polsko - węgierskiej i dalej w trasę... Pierwszego dnia głównym załozeniem było wykręcenie jak najwiekszego przebiegu dziennego.
Dojeżdzając do Transalpiny podjęliśmy decyzje, ze po 700km w siodle nie spimy w namiocie. Paweł znalazł szybko na Bookingu obiekt Vila ADR. Za noc zapłaciliśmy w przeliczeniu 100zł, warunki jak na cenę bardzo dobre, zadbany i czysty pokój, prysznic, dostęp do kuchni. Dodatkowo dozorowany parking sprawił, że spało się komfortowo..
Namiar: Vila ADR
![]() |
| Trasa dzień 1, ź: maps.google.pl |
czwartek, 26 lipca 2018
MotoStambuł 2018
To był długi zimowy wieczór.. Spotkanie służbowe z cyklu "wigilijnych". Ładny lokal na Śródmieściu, suknie i garnitury. Chociaż lubię ten uroczysty klimat to z tyłu głowy wiem, że to dalej praca...
Całe szczęście wiedziałem też, że na spotkaniu będzie kilka osób z którymi można porozmawiać o motocyklach (chociaż nie należe do monotematycznych ludzi).
Siedziałem jak zwykle bardziej z boku niż po środku, przy stoliku z Pawłem - właścicielem Suzuki V-stroma.
- To co, jedziemy gdzieś w tym roku?
- Dobra, ale gdzie.. Kraje Bałtyckie? Płasko.. Gruzja - żona nie da mi tyle czasu... Czekaj, czekaj... Stambuł!
Moje oczy błysneły w mig, gdyż Stambuł był od dawna na mojej liście podróżniczych życzeń, a cywilnie nie miałem takiej odwagi, żeby pojechac tam samemu i to jeszcze na motocyklu.
-Gra. - odpowiedziałem bez zastanowienia.
Był jeszcze ciężki Grudzień, wiele mogło się zmienić, przecież to była tylko deklaracja rzucona podczas korpokolacji..
Po nastaniu wiosny, jak "klepnęliśmy" urlopy w tym samym czasie i założono grupę "Motostambuł" na twarzoksiążce zrozumiałem, że już nie ma odwrotu, teraz nie można sie wystawić..
Picowanie sprzętu, kompletowanie braków, szlifowanie techniki jazdy...
Ten blog będzie o podróżach, miejscach które chciałem zwiedzić, sposobach zwiedzania (nie zamykam się tylko na motopodróże), poznanych miejscach mniej lub bardziej godnych polecenia..
Zapraszam!
Całe szczęście wiedziałem też, że na spotkaniu będzie kilka osób z którymi można porozmawiać o motocyklach (chociaż nie należe do monotematycznych ludzi).
Siedziałem jak zwykle bardziej z boku niż po środku, przy stoliku z Pawłem - właścicielem Suzuki V-stroma.
- To co, jedziemy gdzieś w tym roku?
- Dobra, ale gdzie.. Kraje Bałtyckie? Płasko.. Gruzja - żona nie da mi tyle czasu... Czekaj, czekaj... Stambuł!
![]() |
| Kraków - Stambuł: planowana droga. źródło: Google Maps |
Moje oczy błysneły w mig, gdyż Stambuł był od dawna na mojej liście podróżniczych życzeń, a cywilnie nie miałem takiej odwagi, żeby pojechac tam samemu i to jeszcze na motocyklu.
-Gra. - odpowiedziałem bez zastanowienia.
Był jeszcze ciężki Grudzień, wiele mogło się zmienić, przecież to była tylko deklaracja rzucona podczas korpokolacji..
Po nastaniu wiosny, jak "klepnęliśmy" urlopy w tym samym czasie i założono grupę "Motostambuł" na twarzoksiążce zrozumiałem, że już nie ma odwrotu, teraz nie można sie wystawić..
Picowanie sprzętu, kompletowanie braków, szlifowanie techniki jazdy...
Ten blog będzie o podróżach, miejscach które chciałem zwiedzić, sposobach zwiedzania (nie zamykam się tylko na motopodróże), poznanych miejscach mniej lub bardziej godnych polecenia..
Zapraszam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















